HEINRICH SCHLIEMAN. Odkrywca homerowskiej Troi

Nie tylko nie był archeologiem, ale okazał się także próżnym hochsztaplerem i malwersantem. Choć nie wyróżniał się na tle współczesnych mu miłośników starożytności, to wyidealizowany obraz Schliemanna jako romantycznego odkrywcy jest szkodliwym mitem, który przysłonił prawdziwe skutki jego działalności.

Czarno-biała narracja zawsze stanowi najłatwiejszą lekturę. Wszelkie szarości tylko niepotrzebnie komplikują sprawę. Zgodnie z takim spojrzeniem Schliemann byłby albo wspaniałym odkrywcą, albo złodziejem, którego historia powinna popaść w zapomnienie. Rzecz w tym, że to postać zbyt ważna dla dyskusji o dziedzictwie archeologii, żeby pozwolić sobie na tak skrajne i upraszczające opinie. Spróbujmy więc porzucić romantyczny obraz wykreowany m.in. przez C.W. Cerama i bez sentymentu, spojrzeć na działalność niemieckiego przedsiębiorcy i archeologa amatora oraz zastanowić się, czy bez Schliemanna w ogóle byłaby archeologia.

W dużej mierze to sukces wykopalisk, prowadzonych i finansowanych przez Schliemanna, stał u podstaw rozwoju archeologii jako dyscypliny naukowej. Pionierskie odkrycia dokonane przez Niemca uchodziły za absolutnie spektakularne i przyczyniły się do popularyzacji wykopalisk jako metody badawczej. Mowa o wykopaliskach przeprowadzonych w latach 70. XIX wieku na wzgórzu Hisarlik. Schliemann przekonał świat do tego, że odkrył legendarną Troję, znaną z homerowskiej „Iliady”. W świetle krytycznej analizy, założenie o historycznej zgodności odkryć archeologicznych z wydarzeniami opisanymi przez Homera jest dziś nie do utrzymania.

Długi okres bezrefleksyjnej akceptacji ustaleń Schliemanna i jego następców, pozwolił na ugruntowanie mitu o odkopaniu reliktów wspaniałego, wielkiego miasta, jakim miała być Troja. W świetle najnowszych ustaleń, odkryty w latach 70. XIX wieku ośrodek nie wyróżniał się na tle innych osad regionu. Co więcej, nie ma też przekonujących przesłanek wskazujących na historyczność wojny trojańskiej. W tym miejscu trudno byłoby jednak zreferować całą dyskusję dotyczącą dziedzictwa odkrycia Schliemanna. Zajęcie stanowiska w sporze między jego entuzjastami, a krytycznymi wobec jego dokonań archeologami, filologami i historykami, wymagałoby osobnego opracowania. Chciałbym jednak przypomnieć nie tyle historię błędów interpretacyjnych Schliemanna (np. identyfikowanie świadectw archeologicznych z legendarnymi wydarzeniami młodszymi o około tysiąc lat), co problematycznej moralności, jaka towarzyszyła odkrywcy. 

W tej samej warstwie osady, którą Schliemann błędnie utożsamiał z czasami domniemanej wojny trojańskiej, odkrył on skarb, który stał się jednym z najbardziej rozpoznawalnych znalezisk archeologicznych. Choć rzeczywiście robi ono wrażenie, to jak wskazuje Frank Kolb, samo w sobie nie jest unikatowe:

„Złote diademy, grzybkowe gałki z górskiego kryształu, których być może używano jako berła, broń z miedzi i brązu, jak również biżuteria ze złota i srebra tworzą spektrum tych skarbów. W obrębie północnej Egei nie należą one jednak do czegoś wyjątkowego. Z Poliochni na wyspie Lemnos znamy z okresu wczesnego brązu znaczące znaleziska skarbów z porównywalnymi obiektami (F. Kolb, Zmanipulowana Troja…)”.

Schliemann świadomie kreował mit wokół siebie jak i swoich odkryć. Zdecydowanie był świadomy problemów interpretacyjnych, lecz nie wahał się głosić wielkich odkryć w tekstach, które ukazywały się drukiem. W korespondencji prywatnej i notatkach wyrażał zaś poglądy zdecydowanie bardziej powściągliwe. Ten dwugłos można tłumaczyć obsesyjną wręcz chęcią obrony własnej koncepcji tego, czym jego zdaniem była homerowska Troja.

Pod koniec maja 1873 roku w pozostałościach jednego z budynków odkrytych przez Schliemanna, archeolog amator natrafił na znalezisko, znane dziś jako „Skarb Priama”. Jak odnotował odkrywca:

„(…) W obawie przed chciwością moich pracowników (…) gdy byli na przerwie, samodzielnie wydobyłem skarb własnym nożem.” 

W dalszej części relacji Schliemann pisał, że podczas eksploracji ryzykował życiem, gdyż by wydobyć skarb, musiał podważyć mur, który mógł się na niego zawalić. Odnotował też pomoc w całym przedsięwzięciu jego żony – Sophii, która cenne zabytki miała schować w swoim szalu. W raporcie nie brakowało przekłamań – wiemy, że w trakcie odkrycia Sophia przebywała w Atenach, a samej eksploracji nie dokonał raczej osobiście Schliemann, a podlegający mu pracownicy, bo jak zwrócił uwagę David A. Traill, samodzielne wejście do wykopu przez kierownika prac, wzbudziłoby podejrzenia tureckiego nadzorcy, Amina Effendiego. Z prywatnej korespondencji Schliemanna ze znajomym wyłania się zresztą zgoła odmienny opis okoliczności odkrycia: Niemiec miał okłamać nadzorcę, że właśnie są jego urodziny i by rozproszyć jego uwagę, poczęstował go alkoholem. Wtedy wydobyto słynny „Skarb Priama”.

W jego skład wchodziły m.in. złote i srebrne naczynia, sztabki srebra, brązowe narzędzia i broń, dwa złote diademy, 60 złotych kolczyków, ponad osiem tysięcy złotych paciorków. Jeśli chodzi o depozyty, to jest to jedno z najbardziej spektakularnych odkryć, jakie miały miejsce podczas wykopalisk. Schliemann zabrał skarb do swojego domu, w którym mieszkał podczas wykopalisk. Jeszcze tego samego dnia wieczorem odwiedził go oszukany nadzorca, który dowiedział się o skarbie. Effendi oczekiwał zwrotu, a gdy Schliemann wyprosił go z domu, zdecydował, że wróci następnego dnia wraz z żandarmami.

Następnego dnia zabytków nie było już jednak w domu. Schliemann powierzył je niemieckim znajomym, prosząc, by pod żadnym pozorem nie trafiły w ręce nadzorcy. Początkowo depozyt został ukryty na terenie posiadłości Fredericka Calverta (brata angielskiego archeologa amatora, Franka Calverta). Stamtąd 6 czerwca drogą morską trafił do Aten, gdzie Schliemann ogłosił swoje odkrycie.

Stało się jasne, że zabytki zostały wywiezione z Turcji (później trafiły jeszcze do Londynu, gdzie prezentowano je w South Kensington Museum). Konstantynopol wytoczył Schliemannowi proces, którego wyrok można uznać za kpinę. Obciążono go bowiem karą w wysokości 10 tysięcy franków, a po uregulowaniu grzywny skarb w świetle prawa stanowił już legalną własność niemieckiego odkrywcy. Co ciekawe zdecydował się on zapłacić… pięciokrotność kwoty wskazanej w postanowieniu sądu. Choć zapewne gest ten miał być wyrazem wdzięczności, można go równie dobrze uznać za afront – jakby Schliemann chciał tym powiedzieć: „ten wyrok jest dla mnie wspaniały, jest tak dobry, że zapłacę nawet więcej!”

Skarb Priama jako legalna własność Schliemanna trafił do Niemiec, gdzie był przechowywany zgodnie z najwyższymi standardami bezpieczeństwa, którego oczekiwał deponent. Transfer zabytków z Anglii do ojczyny odkrywcy miał przysporzyć mu sławy, której zdaniem jego biografów bardzo pożądał. Przekazanie zabytków do Muzeum Etnograficznego w Berlinie w istocie pozwoliło Schliemannowi na otrzymanie wielu wysokich odznaczeń (m.in. nadano mu tytuł honorowego obywatela Berlina), a za jego działalność listownie wyrażał wdzięczność sam cesarz. Kolekcja zabytków Schliemanna prezentowana była w dziale prahistorycznym wspomnianego muzeum do 1922 roku, kiedy zbiór przeniesiono do Museum fur Vor- und Friihgeschichte. 

Choć Schliemann zmarł w 1890 roku, to jego odkrycie wyrosło do rangi jednego z najważniejszych w dziejach i trwale wpisało się w historię europejskich badań nad starożytnością. Same zabytki nie zaznały jednak spokoju i bezpieczeństwa, o które tak zabiegał odkrywca. Pod koniec II wojny światowej Skarb Priama został skradziony po raz drugi, tym razem przez Sowietów, którzy wywieźli go z Berlina w ramach rzekomej „akcji ratunkowej”. Obecnie znajduje się w Muzeum Puszkina w Moskwie i jego przekazanie Turcji wydaje się bardzo mało prawdopodobne.

W swoim sprawozdaniu Schliemann popełniał błędy merytoryczne, ale także dopuszczał się kłamstw (np. w odniesieniu do obecności Sophii podczas wydobycia skarbu). Zasadnym jest zatem podważanie prawdziwości jego relacji. Wiadomo, że po przybyciu do Aten napisał on zresztą drugą wersję raportu dotyczącego odkrycia. Trudno powiedzieć w jakim stopniu opisywał on rzeczywistość, a w jakim ją kreował. Jego archiwum liczy ogromną liczbę 80 tysięcy listów, pism, notatek itd. Ich dotychczasowa analiza pozwoliła podać w wątpliwość część relacji Schliemanna, choć wydaje się, że nasza wiedza wciąż jest niepełna. Te same notatki i listy jasno wskazują, że Schliemann oczekiwał sławy i sukcesu. Czy był to powód, dla którego wywiózł z Turcji zabytki? A może chodziło o poniesione przez niego koszty wykopalisk, na co zwrócił uwagę w jednym z listów do rządu osmańskiego? Czy u podstaw kradzieży mogła być troska o cenne zabytki, które jego zdaniem zostałyby rozkradzione? Być może w archiwum Gennadios-Bibliothek w American School of Classical Studies, gdzie mieści się archiwum odkrywcy, znajduje się dokument, który wyjaśni tę kwestię.

Schliemann popełnił wiele błędów z perspektywy naukowej, ale zmysł zdolnego przedsiębiorcy pozwolił mu spopularyzować swoje działania, zyskać poklask i uwiarygodnić je. Przyczynił się tym samym do ogromnego wzrostu zainteresowania archeologią, stając się jednym z ojców metody wykopaliskowej. W tym należy upatrywać prawdziwej zasługi Niemca dla archeologii. Jego entuzjazm, konsekwencja i nieustępliwość zaowocowały ogromnym sukcesem, choć z perspektywy lat z pewnością oceniamy go znacznie bardziej krytycznie.

Czy więc bez Schliemanna istniałaby archeologia uniwersytecka? Jestem pewien, że tak, a świat znałby dziś innego „Schliemanna”. Odkrywcę, który znalazł materialny dowód, na potwierdzenie jakiejś tezy historycznej. Trudno przewidzieć, czy archeologia osiągnęłaby wówczas szczyt popularności w pierwszej połowie XX wieku oraz czy doszłoby do wszystkich tych błędów, których dokonano kształtując dyscyplinę. Być może wzgórze Hisarlik dłużej czekałoby na wykopaliska, metodologia badań pozwoliłaby poznać stanowisko lepiej, a zabytki zostałyby w kraju odkrycia. Historia potoczyła się jednak inaczej, bo tezy Schliemanna i jego styl pracy zawładnęły umysłami części środowiska na lata.

Bibliografia: 

Aslan R., Schliemann: The Discovery of the "Priamos Treasure" and its Smuggling, „Actual Archaeology Magazine”, İssue 17, 2017.

Ceram C.W., Bogowie, Groby i Uczeni, Warszawa 1996.

Kolb F., Zmanipulowana „Troja”. Historia – Mity – Polityka, Gniezno, 2016

Mrozewicz L., Przedsłowie, [w:] F. Kolb, Zmanipulowana „Troja”. Historia – Mity – Polityka, Gniezno, 2016, s. 9-14.

Traill D.A., How Schliemann Smuggled "Priam's Treasure" from the Troad to Athens, „Hesperia”, Vol. 57, Issue 3, s. 237-277.

Traill D.A., Schliemann's Discovery of 'Priam's Treasure': A Re-examination of the Evidence, „Journall of Hellenic Studies”, Vol. CIV, 1984, s. 96-115. 

Traill D.A., Priams Treasure, „Odyssey”, v. 2, no. 3, 1999, s. 14-27. 

Vandenberg P., Skarb Priama Życie Henryka Schliemanna Historia odkrycia Troi, Gdynia 1997.

źródło - histmag

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

PAŃSTWO WIELKOMORAWSKIE

JOWISZ (JUPITER)

POPPEA SABINA. DRUGA ŻONA CESARZA NERONA