CZAS WOLNY RZYMSKICH LEGIONISTÓW

AUTOR - DANIEL BUDACZ


Służba w rzymskim legionie kusiła stałą wypłatą i godziwą emeryturą. Często oznaczała też jednak ćwierć wieku zesłania do obozu wojskowego na głębokiej prowincji i przymusowy celibat. Jak tu radzić sobie z nudą, gdy wyprawy wojskowe, gwałty i rabunki są rzadką atrakcją?

W epoce cesarstwa armia rzymska stała się w pełni zawodowa, a legiony zostały rozmieszczone w obozach wojskowych rozrzuconych wzdłuż granicy. Życie żołnierza było usystematyzowane i nudne, przeplatane ćwiczeniami, robotami publicznymi, obowiązkami wartowniczymi i okazjonalnymi ekspedycjami wojskowymi. Jak więc żołnierze zagospodarowywali czas wolny?

Skoszarowani w fortach żołnierze nie mogli liczyć na chociażby odrobinę prywatności. Każdy z nich mieszkał w przeznaczonym dla ośmiu osób pomieszczeniu zwanym contubernium. Miało ono powierzchnię od kilkunastu do ok. dwudziestu pięciu metrów kwadratowych i dzieliło się na część mieszkalną oraz magazyn lub stajnię. Legioniści musieli poświęcić część swego wolnego czasu na remonty i rozbudowę tego lokum, za które byli odpowiedzialni, lecz rozrywek szukali głównie w obozie i poza nim. A jak się okazuje, było czego szukać.

W obozie: sauna, teatr i walki gladiatorów

Jednym z najważniejszych miejsc w każdym z obozów były łaźnie. Dla Rzymian miały one znaczenie nie tylko higieniczne, ale nieomal rytualne. Każdy z tych budynków był szczytem rzymskich możliwości architektonicznych. Wewnątrz znajdowały się pomieszczenia: pokoje zimne, ciepłe, ciepłej pary, gorącej pary… Znajdowała się tu również siłownia oraz pokój rozrywek, gdzie można było napić się wina i pograć z kolegami w kości, które były ulubioną grą Rzymian.

Tuż obok murów ulokowany był zazwyczaj zbudowany przez żołnierzy amfiteatr. Nie była to prowizoryczna konstrukcja, ale imponujący budynek, który mógł pomieścić kilka tysięcy widzów. W Caerleon widownia mogła liczyć 6000 osób, a w Carnuntum nawet więcej! Można tu było obejrzeć występy artystów i krwawe pojedynki gladiatorów, a często także kolegów z innych jednostek, gdyż amfiteatr pełnił bardzo praktyczną funkcję placu, na którym odbywała się musztra i ćwiczenia.

Bogobojni legioniści spędzali wolne chwile na modlitwie i kontemplacji, ich obóz usiany był kapliczkami i ołtarzami. Swoboda wyznania była bardzo duża, poza oficjalną religią państwową żołnierze wyznawali kulty lokalne, czy egzotyczne religie wschodu. Zabronione było jedynie praktykowanie „wywrotowego” chrześcijaństwa, które potępiało zabijanie bliźnich i odrzucało boski kult imperatora.

Wypady na miasto

Armiom zawsze towarzyszyły tabory kupców, rzemieślników i prostytutek. Kiedy wojsko rzymskie osiadało gdzieś na stałe, wokół fortu bardzo szybko powstawał prowizoryczny obóz, który z czasem przekształcał się w wioskę lub miasto. Tu można było znaleźć prawie wszystko, od gier, po główną atrakcję niedostępną w obozie, czyli towarzystwo kobiet: tancerek, aktorek czy prostytutek.

O tym, jak zażyłe bywały wzajemne stosunki, świadczy fakt, że jeden z weteranów Legio II Augusta stacjonującego w Asciburgium nakazał wzniesienie monumentu upamiętniającego niejaką Pollę Matidię, tancerkę, z którą spędził kilka miłych chwil. Inny legionista, pełniący funkcję trębacza w swojej jednostce, szczycił się tym, że jego partnerka, Aelia Sabina, była lepszym muzykiem niż on.

Szwendający się po ulicach legioniści mogli stanowić pewien problem, zwłaszcza gdy znajdowali się pod wpływem alkoholu lub szukali okazji do zaczepki. Do dziś zachowała się skarga kupca (prawdopodobnie chciał kupić coś od legionisty), który pisał do jednego z oficerów stacjonujących w Vindolandzie (ok. 120 r. n.e.):

[…] On chłostał mnie po całym ciele jeszcze bardziej gdy powiedziałem, że towar był bezwartościowy albo ponieważ wylałem to na ziemię. Jako uczciwy człowiek błagam twój majestat, nie pozwól mnie, człowieka niewinnego, bić rózgami, […] jakbym dopuścił się jakiejś zbrodni.

Uczty i biesiady

W wolnych chwilach i w czasie świąt żołnierze spotykali się na ucztach i biesiadach integracyjnych, organizowane często przez działające wewnątrz legionów collegia militares, czyli kluby wojskowe mające na celu dbanie o dobro żołnierzy.

Jedzenia nie brakowało. Poza podstawowymi produktami, czyli pszenicą (dzienna racja to ok 8,7 litra) i alkoholem (racja to ok. 0,27 litra na dobę), dostarczano do obozów znaczne ilości innych produktów. Zachowane do dziś rejestry świadczą o tym, że dieta legionisty mogła być bardzo bogata i obfitowała we wszelkie towary, jakich dostarczała prowincja.

W ciągu tygodnia często spożywano kilka, a nawet kilkanaście rodzajów mięs, owoców i warzyw. W menu znajdowała się wołowina, wieprzowina, baranina, jagnięcina i dziczyzna. W Brytanii dostępna była sarnina czy kozina, w Egipcie cielęcina i różne gatunki ryb. Dowodzący jednostkami podoficerowie pieczołowicie dbali też o ciągły dopływ trunków dla swych podwładnych. Jeden z dziesiętników w liście do przełożonego obok pytania o rozkazy nie omieszkał zawrzeć następującej prośby:

[Moi] towarzysze broni nie mają piwa. Proszę [prefekcie], wydaj rozkazy, aby nam [to piwo] przysłano.

Alkohol lał się szerokimi strumieniami, a bójki na współczesnych dyskotekach bledną w zestawieniu z burdami, jakie potrafili wszczynać rzymscy żołnierze. Według antycznego historyka Tacyta podczas wspólnej uczty legionistów i Galów z formacji pomocniczych w Ticinum (69 r. n.e.) przyjacielskie popisy zapaśnicze przerodziły się w bijatykę, gdy jeden z Galów zaczął wyśmiewać pokonanego Rzymianina. Żołnierze szybko chwycili za broń, doprowadzając do zamieszek, w czasie których życie straciło ok. 1000 ludzi.

Konkubiny przymusowych kawalerów

Panujący na przełomie er Oktawian August zabronił żołnierzom ożenku w trosce o dyscyplinę. Prawo to pozostawało teoretycznie w mocy jeszcze 200 lat po jego śmierci. Trudno było jednak oczekiwać, że młody mężczyzna przeżyje nieomal do pięćdziesiątki (służba wojskowa trwała 25 lat!) we wstrzemięźliwości seksualnej, przerywanej jedynie okazjonalnymi gwałtami towarzyszącymi zdobywaniu miast. Zwłaszcza jeśli wziąć pod uwagę fakt, że miał on statystycznie jedynie ok. 50% szansę na dożycie do „emerytury”.

Aby nieco uprzyjemnić sobie życie, legioniści masowo (nawet co drugi) wiązali się z mieszkankami prowincji lub byłymi niewolnicami. Dla kobiet żołnierz był dobrą partią, gdyż w przeciwieństwie do większości mieszkańców imperium posiadał stałe źródło dochodu, jakim był żołd.

Dzieci zrodzone z tych związków często kontynuowały rodzinną tradycję służby wojskowej, co w czasach kryzysu poborowego miało niebagatelne znaczenie. Oficerowie przymykali zatem oko na żołnierzy wymykających się do swych rodzin mieszkających poza obrębem fortu. Co więcej, niewykluczone są przypadki, gdy konkubina wraz z dziećmi przeprowadzała się do obozu, by dzielić contubernium z mężem – wskazują na to przedmioty codziennego użytku znalezione w koszarach.

Żołnierzom zdecydowanie trudniej było odwiedzać dom rodzinny, zwłaszcza że w czasie służby często byli przerzucani w odległe zakątki imperium. W wolnych chwilach starali się jednak utrzymać korespondencyjny kontakt z bliskimi i wysyłali pocztą lub poprzez przyjaciół nie tylko listy, ale i paczki. Jak się okazuje, korespondencja taka często przypominała współczesną. Opowiadano o planach życiowych i narzekano na zły świat. Służący we flocie Klaudiusz Terentiusz pisał do swej matki tak:

A jeśli taka będzie wola boga, mam nadzieję żyć oszczędnie i zostać przeniesionym do kohorty, ale tu nic nie można osiągnąć bez pieniędzy, a listy polecające nie będą miały [żadnej] wartości, jeżeli człowiek nie pomoże sobie sam.

Gnuśny jak rzymski legionista?

Chcąc uprzyjemnić sobie wolny czas, legionista mógł sięgnąć po wiele mniej lub bardziej wyszukanych rozrywek. Z racji długiej służby wojskowej starano się uczynić obozowe życie możliwe znośnym. Możemy je odtwarzać jedynie fragmentarycznie, na podstawie przedmiotów i szczątków budowli znajdowanych w czasie wykopalisk czy też fragmentów prac starożytnych autorów, którzy często narzekali na rozprężenie i gnuśność żołnierzy epoki cesarstwa.

DANIEL BUDACZ

Bibliografia:

Źródła:

  1. Tytus Liwiusz, Dzieje Rzymu od założenia Miasta, t. 1–4., przełożył i opracował Mieczysław Brożek, komentarz Mieczysław Brożek, Józef Wolski, Zakład Narodowy im. Ossolińskich, Wrocław–Warszawa–Kraków–Gdańsk 1976–1982.
  2. Publiusz Korneliusz Tacyt, Dzieła, z języka łacińskiego przełożył Seweryn Hammer, Czytelnik, Warszawa 2004.

Źródła:

  1. Ireneusz Adam Łuć, Boni et Mali Milites Romani, Wyd. Avalon, Kraków 2010.
  2. Peter Connolly, Greece and Rome at war, Prentice Hall, London 1981.
  3. Paul Erdkamp, A companion to the Roman army, Wiley, Malden–Oxford–Carlton 2007.
  4. Adrian Goldsworthy, The Complete Roman Army, Thames & Hudson, London 2003.
  5. Marcus Junkelmann, Die Legionen des Augustus, von Zabern, Mainz am Rhein 2003.


Komentarze

Popularne posty z tego bloga

PAŃSTWO WIELKOMORAWSKIE

JOWISZ (JUPITER)

POPPEA SABINA. DRUGA ŻONA CESARZA NERONA